Binance niedostępny od dwóch dni. Giełda zaprzecza plotkom o ataku.

1007
Binance wzorowo poradził sobie z próbą ataku. Co się naprawdę stało?

Binance, jedna z największych kryptogiełd, zmuszony była ostatnio do złożenia wyjaśnień – w środę niespodziewanie wyłączyła dostęp do swoich usług. Firma uspokajała nastroje, informując, że za przerwę w dostępie odpowiadała aktualizacja serwera.

Niepokój kryptoinwestorów był zrozumiały, jeśli weźmiemy pod uwagę, jak często zdarzały się ostatnio ataki hakerskie. Binance miał być niedostępny jedynie przez kilka godzin, tymczasem nie było do niego dostępu przez prawie dwa dni.

Na korzyść giełdy działało to, że komunikacja jej szefa Changpeng Zhao z użytkownikami pozostawała wzorowa. Oficjalny twitter firmy regularnie przekazywał informacje o kolejnych krokach, które miały przywrócić działanie systemu.

Zamęt potęgowały niestety tweety enigmatycznego Johna McAfee, który twierdził, że “według jego źródeł” giełda została zaatakowana. Zhao natychmiast zareagował na insynuacje. Odpowiedzią prezesa firmy były linki do publicznych adresów kont Binance – spoczywają na nich bezpiecznie 263 milionów dolarów w bitcoinach i 151 milionów w ethereum.

Giełda dodała także:

“Całe szczęście rejestr księgowy Binance jest transparentny i dostępny on-line. Dzięki temu jesteśmy FUDoodporni.”

Większość kryptośrodków nie jest przechowywana na giełdach, ale “na zimno” – czyli na przykład w portfelach sprzętowych. Część coinów musi jednak krążyć na giełdach – właśnie po to, by umożliwić handel. Oznacza to, że giełdy powinny być zabezpieczone równie dobrze jak banki.

 

Binance ponownie zaczął działać w piątek rano, kilka minut po godzinie dziesiątej. W ramach przeprosin za tak długą niedostępność giełda obniżyła wszystkie koszty tradingowe o 70%. Promocja będzie trwać do pierwszej nocy w sobotę czasu polskiego.