CEO Binance: “Nie będziemy notować shitcoinów!”

675
Binance uruchomi w Ugandzie pierwszą giełdę umożliwiającą wymianę kryptowalut na waluty tradycyjne

400 bitcoinów – tyle podobno zażądał pracownik Binance od Christophera Franko, współtwórcy projektu Expanse, za umieszczenie jego coina na tej najpopularniejszej na świecie giełdzie kryptowalut. 400 BTC to około 2,5 miliona dolarów. Taka kosmiczna prowizja za notowanie sprawia, że znalezienie się na Binance jest poza zasięgiem wielu tworzonych w dobrzej wierze (ale przy małym budżecie) coinów.

Jednak, jeśli weźmiemy pod uwagę niedawnego tweeta od Changpenga Zhao, CEO Binance, rewelacje Franko mogą mieć niewiele wspólnego z prawdą. W sobotę rano szef Binance (na kryptoscenie znany po prostu jako “CZ”) zwrócił uwagę na rzekomy dowód w sprawie – e-mail wysłany z konta “oyyq@binance.com”, w którym pojawia się wspomniana zawrotna prowizja. Według Zhao “adres e-mail, na który powołuje się Franko to fałszywka lub próba wyłudzenia”, co oznacza, że jakiś sprytny scammer znalazł skuteczny sposób, by podszyć się pod przedstawiciela największej na świecie giełdy krypto-krypto.

Choć o tym, czy oskarżenia CZ o próbę podszycia się pod jego pracownika są prawdziwe, przyjdzie się nam jeszcze przekonać, nie powstrzymało to szefa Binance od dorzucenia uwagi, że “skoro Franko nie był w stanie rozpoznać fałszywki, nie świadczy to zbyt dobrze o jego projekcie”. Znany z ciętego języka CEO giełdy dodał jeszcze:

“Nie notujemy u siebie shitcoinów – nawet, jeżeli ich twórcy płaciliby nam po 400 albo i 4000 BTC! Na Binance znalazły się waluty takie jak ETH/NEO/XRP/EOS/XMR/LTC i wiele innych, nie płacąc przy tym żadnych prowizji. Pytanie nie brzmi więc „Ile Binance bierze za notowanie nowego coina?”, ale „czy mój coin jest wystarczająco dobry?” Nie chodzi tu o żadne prowizje, ale tylko i wyłącznie o jakość Waszego projektu – skupcie się więc na niej!”

 

Społeczność podaje w wątpliwość ripostę “CZ”

Po opublikowaniu powyższych tweetów, CZ znalazł się jednak pod ostrzałem krytyki co bardziej sceptycznych członków kryptospołeczności. Użytkownik @danielcpigeon kwestionował na przykład uczciwość procesu notowania nowych walut na Binance i sugerował, że opiera się on na uprzedzeniach i prywatnych preferencjach (szczegóły tego procesu – jak można się domyślić – pozostają tajne). W swoim tweecie Daniel C. Pigeon postulował pełną jawność tego procesu:

“Dlaczego nie ustandaryzować całego procesu notowania nowych coinów i nie upublicznić wytycznych dla tej procedury? Niech każdy wie, jakie wymagania musi spełniać coin, by móc trafić na Binance bez konieczności płacenia prowizji! Przejrzystość w sprawie ewentualnych opłat za notowanie pomogłaby uniknąć nieporozumień.”

Inny użytkownik Twittera również podjął ten wątek, zauważając, że skoro każdy ocenia projekty kryptowalutowe według osobistych preferencji, jak Binance może być pewna, że jej metody oceny nowych coinów pozostają w zgodzie z interesami całej społeczności?

Swoje trzy grosze do dyskusji dorzuciła nawet sam Christopher Franko – wspomniany wyżej szef projektu Expanse. Choć Franko opublikował w tej sprawie kilkadziesiąt tweetów, kilka się wyróżniało, stanowiąc dobre podsumowanie jego stanowiska.

Na początku szef Expanse utrzymywał serdeczną postawę i zapraszał “CZ” do konkretnych rozmów, które wyjaśniłyby kwestię prowizji:

“OK, jeśli to prawda, że znalezienie się na liście Binance rzeczywiście nie kosztuje 400 BTC, to wyślijcie mi ofertę z faktyczną kwotą prowizji, żebyśmy mogli załatwić to raz na zawsze. Wierzę, że Changpenga Zhao jest człowiekiem honoru, a członkowie kryptospołeczności chętnie się o tym przekonają.”

Jednak gdy wraz z upływem czasu nie nadchodziła upragniona wiadomość od Binance, Franko zaczął demonstrować swoje rozgoryczenie i frustrację w serii tweetów biorących na celownik praktykę pobierania opłat za notowanie nowych coinów. Jak na razie przedstawiciele Binance nie odnieśli się do tych oskarżeń.

Jak na razie wygląda jednak na to, że cała dyskusja jest już zakończona – Franko poinformował, że “CZ” zablokował go na Twitterze, tym samym prawdopodobnie kładąc kres wymianie prywatnych wiadomości – jeżeli rzeczywiście miała ona miejsce. Informując o tym, Franko dał po raz kolejny upust swojej frustracji:

“No to sprawa jasna. Król jest nagi.”